2009-12-05

Powiało grozą z publikacji Newsweeka

Internetowa depresja

Joanna Pienio w najnowszym wydaniu Newsweeka przyjrzała się zjawisku internetowej przemocy w Korei Południowej. W artykule padają nazwiska popularnych Koreanek, które popełniły samobójstwo nie mogąc poradzić sobie z nagonką, nasilającą się także w Internecie.

Autorka wskazuje na agresję internetową jako jeden z możliwych motywów targnięcia się na swoje życie. Tymczasem działania władz Korei oraz statystyki dowodzą niepodważalnie, że to właśnie cyber-bullying stał się powodem fali samobójstw. Fali, ponieważ w ślad za celebrytami, po medialnym nagłośnieniu wydarzeń idą zwykli obywatele. Niebezpieczeństwo potęgowane jest aktywnością serwisów internetowych, skłaniających do zakończenia życia oraz pomagających w wyborze metody. Aby im przeciwdziałać, powołano specjalną instytucję - Koreańskie Stowarzyszenie ds. Zapobiegania Samobójstwom.

Informacje w Newsweeku pochodzą sprzed ponad 2 lat. Warto je zatem uzupełnić. Liczba 300.000 użytkowników serwisu dziennie - wskazana jako próg dla wymogu rejestrowania się przed zamieszczeniem komentarza - jest de facto o 200.000 mniejsza. Szkoda, że nie wspomniano również o działaniach podjętych przez YouTube; Koreańczykom zabroniono umieszczania nie tylko wypowiedzi, ale i materiałów video. Wpisy z Seulu nie zniknęły jednak definitywnie, użytkownicy zaczęli bowiem zmieniać ustawienia w profilu, wybierając inny kraj niż własny.

Koreański scenariusz nie jest bliski europejskim społecznościom. Inaczej traktujemy krytykę, chociaż potrafi ona przybrać nader duże rozmiary. Na początku roku redakcja Dziennika przegrała batalię z internautami, którzy - zamiast pocałować redaktora naczelnego, na jego wyraźną prośbę, w pewną część ciała - spowodowali powołanie nowego tytułu prasowego. Czasopismo to nie prowadziło już polityki konfrontacji
z najbardziej znaną polską blogerką. Ale zanim nastąpiła roszada na rynku prasy, przez media przetoczyła się kampania "Stop chamstwu w sieci!". Akcja rozpoczęta przez Dziennik i wciągająca do współpracy znane postaci bazowała na wyszukiwaniu przykładów internetowego niszczenia wizerunku.

Prawo prasowe czy przepisy dotyczące handlu nie zawsze radzą sobie z rzeczywistością. Z jednej strony gwarantuje się wolność wypowiedzi, z drugiej - z trudem ściga sprzedawców faszystowskich symboli. Recepta na etycznie poprawne fora i blogi jest na wyciągnięcie dłoni. I "ułożenie" ich na klawiaturze.

0 komentarze:

Prześlij komentarz