2009-12-30

Komputery dla urzędów

Oferta Europejskiego Programu Komputerowego

Od 2010 roku Europejski Program Komputerowy obejmie także urzędy. Propozycję adresujemy szczególnie do miejskich i gminnych jednostek samorządu terytorialnego. Oferta zawiera konfiguracje komputerowe adekwatne do potrzeb urzędów i starostw, opracowane na podstawie kilkuletniego projektu EPK.

Bieżącą edycję Programu po raz pierwszy, kompleksowo kierujemy do 2873 samorządów gminnych, powiatowych i wojewódzkich. Celem Europejskiego Programu Komputerowego jest ich informatyzacja poprzez zapewnienie markowych komputerów, laptopów i akcesoriów. Dotychczasowa współpraca miała charakter ramowy i polegała na uzgadnianiu zapotrzebowania i odpowiadania na kolejne zamówienia. Obecnie, na stronie urzedy.device.pl dostępne są dedykowane modele notebooków oraz konfigurator zestawów komputerowych.



Zestawy można nabywać już za 669 zł brutto! W tej cenie zyskuje się kompleksową konfigurację - komputer z Pentium IV, DVD i systemem operacyjnym, a także 17-calowy wyświetlacz - przy dogodnych warunkach zakupu. Darmowa dostawa, 30-dniowy termin płatności oraz możliwość skorzystania z leasingu to dodatkowe atuty oferty. Zestawy komputerowe posiadają oczywiście klawiaturę i myszkę.
O 330 zł droższe są laptopy, co pokazuje, że barierę zakupu ustanowiliśmy na niskim pułapie; niespełna tysiąca złotych.

Każdym zamówieniem od początku do końca opiekuje się jeden specjalista z Device Polska. Wyjaśni on wszystkie aspekty zakupów. Kluczowe z nich to:
1. limitowanie oferty: o rezerwacji decyduje kolejność zgłoszeń,
2. minimalna ilość zamawianego sprzętu: 1 (jeden!) laptop / 10 komputerów,
Co ważne, jedna placówka samorządowa może złożyć dowolną ilość zamówień.

Strona Programu: urzedy.device.pl.

2009-12-29

S-f, Sci-fi, Science-fiction

W polskim wydaniu

W przedświątecznym rankingu filmów z udziałem komputerów zapowiedzieliśmy zestawienie polskich filmów s-f. Będzie ono ponownie dość subiektywne pomimo zebrania licznych opinii wśród kadry Device Polska. Rankingu nie zbudowaliśmy bowiem w oparciu o statystyczne wymogi reprezentatywności próby.

Gdyby za kryterium filmu przyjąć kanwę literacką, top4 bezapelacyjnie składałoby się z produkcji powstałych dzięki dziełom Stanisława Lema. Solaris (reż. Andriej Tarkowski, 1972 oraz Steven Soderbergh, 2002), Test pilota Pirxa (reż. Marek Piestrak, 1978 ), Milcząca Gwiazda (reż Kurt Maetzig, 1960) i Przekładaniec (reż. Andrzej Wajda, 1968). Rozszerzając kryteria, dodalibyśmy dwa tytuły: Wojnę światów (1981), a także "Na srebrnym globie" (1978-1987) w reżyserii odpowiednio: Piotra Szulkina i Andrzeja Żuławskiego.

Odnotowując dotychczasowe produkcje, postanowiliśmy spojrzeć w przyszłość. Wróżymy sukces Stanisławowi Mąderkowi. 10 lat temu zaczął od krótkiej parodii Gwiezdnych wojen. "Gwiazdy w czerni" to pełnometrażowa fabuła, którą naszpikowano efektami specjalnymi. Po raz pierwszy wykorzystane będą techniki animacji charakterystyczne dla gier: przechwytywanie ruchu i skanowanie 3D. Autor zainwestował w spełnienie swoich marzeń już milion złotych. Film reklamowany jest jako połączenie fantastyki naukowej z komedią sensacyjną. W obsadzie znaleźli się m.in.: Ani Mru Mru (czyli Marcin Wójcik, Michał Wójcik, Waldemar Wilkołek), Jolanta Fraszyńska, Grzegorz Halama, Grażyna Wolszczak, Michał Żebrowski. Pozostaje tylko poznać datę premiery, pierwszy teaser pojawił się bowiem 2 lata temu. Zapraszamy do obejrzenia najnowszej "zajawki":



Winni jesteśmy jeszcze uzupełnienie nieformalnego, kolejnego rankingu (Solaris, Gwiazdy w czerni) offową produkcją. "Tam i z powrotem" powstało bez budżetu. Za scenariusz i reżyserię odpowiadał Michał Baczuń. Film oparto na motywach opowiadania Janusza A. Zajdla.



A propos czerni - czekamy na ekranizację Czarnych oceanów Jacka Dukaja.

2009-12-28

Lektura obowiązkowa

Rzecz nie o nowościach, a klasyce

Dziś naszych czytelników zachęcamy do zagłębienia się w dwóch lekturach. Pierwsza znana jest poprzez autora - najbardziej popularnego hakera na świecie. Kevin Mitnick. To on, uzbrojony tylko w klawiaturę, zdaniem sądu, stawał się groźny dla społeczeństwa. To on był postrachem Amerykanów. Mitnick zredagował "Sztukę podstępu" w 2002 roku wraz z Williamem Simonem. Poprzez książkę zaaplikował solidną dawkę porad i wciągających historii.

Łamanie ludzi (nie haseł!) polegało wyłącznie na stosowaniu zasad socjotechniki, budowaniu zaufania i zdobywaniu z pozoru nieistotnych informacji. Wszystko działo się w aurze procedur korporacji. To ich gąszczowi i łatwowierności pracowników w dużej mierze zawdzięczać można karierę superhakera. Manipulacji nie dopuszczał się tylko Mitnick. Sam chętnie opisywał inne zdarzenia, wnikliwie analizując oszustwa. Warto pochylić się nad jednym z wątków - nad najłatwiejszą (na szczęście nie bezkarną) metodą na przelew 10 200 000 USD.



Stanley Mark Rifkin pewnego dnia, ponad 30 lat temu, zlecił wykonanie przelewu. Pracując dla firmy obsługującej wówczas bank Security Pacific, miał dostęp do pomieszczenia, w którym pilnie strzeżone kody pozostawiano na kartkach. Owe kody pozwalały autoryzować transakcje, wydawano je dzień wcześniej, a pracownikom nie chciało się wykorzystywać własnej pamięci. Stanley zapamiętał kod, wykonał następnego dnia trzy telefony jako Mike Hansen z Wydziału Międzynarodowego, podając numer biura i wspomniany kod. Kolejne rozmowy wymagały ustalenia kodu międzybiurowego. W ten sposób pieniądze trafiły do Szwajcarii.

Z kolei Clifford Stoll pokusił się o arcyciekawą, szpiegowską historię, i to całkowicie prawdziwą! Wszystkie, amerykańskie agencje rządowe były bezsilne wobec włamań do serwerów. "Kukułcze jajo" to fakty z czasów modemów i mozolnego przebijania się przez sterty wydruków z logami połączeń. Główny bohater, pracownik uczelnianego projektu, namierzył komputerowego wywiadowcę. Ujawnienie kolejnych szczegółów popsułoby Państwu lekturę...

2009-12-22

Komputery w pierwszoplanowych rolach

Subiektywny ranking Device Polska

Koniec roku pełny jest podsumowań. Nam również udzieliła się ta tendencja. Nie będziemy jednak katować czytelników korporacyjnymi wskaźnikami. Pokusiliśmy się za to o ranking najlepszych filmów z komputerem w roli głównej, a przynajmniej w jednej z kluczowych ról.

1. Odyseja kosmiczna 2001, reż. Stanley Kubrick, 1968
2. Gry wojenne, reż. John Badham, 1983
3. Tron, reż. Steven Lisberger, 1982
4. Johnny Mnemonic, reż. Robert Longo, 1995
5. Matrix, reż. Larry i Andy Wachowscy, 1999
6. Andromeda, 2000-2005
7. D.A.R.Y.L, reż. Simon Wincer, 1985
8. Terminator, reż. James Cameron, 1984
9. System, reż. Irwin Winkler, 1995
10. W sieci, reż. Barry Levinson, 1994



Do kanonu przeszły wszystkie wymienione tytuły. Zatem wytłumaczenia wymagałaby tylko ich kolejność. Nasi respondenci brali pod uwagę stopień zaangażowania komputera w fabułę, ponadczasowość przesłania, a także - niechcący - lokalizację wytwórni filmowej. Pomimo licznych sukcesów w rosyjskiej, a nawet polskiej prozie sci-fi (Dukaj, Lem, Szulkin, Zajdel!), to nie one zekranizowały się tak spektakularnie. Chociaż Rosjanie mają sukcesy w postaci pierwszego, pełnometrażowego, kolorowego filmu w technice 3D (Robinson Crusoe, 1946) czy największego budżetu (Wojna i Pokój, 1968).

Zatem ankietowani byli w swych odczuciach jak najbardziej subiektywni, nie bacząc na wdzięki Angeliny Jolie (Hakerzy) oraz Vanessa Angel (Dziewczyna z komputera, a dokładniej: "Weird Science"). W przedbiegach odpadły polskie produkcje. "Haker" czy "Wirus" to wręcz antyreklama branży - ani futurystyczna, ani realna - oparta m.in. na rażących błędach w tłumaczeniu anglojęzycznych, powszechnie używanych sformułowań. Coż, aby skrytykować, trzeba obejrzeć. Szerzej polskim filmom s-f przyjrzymy się w innej notce... Wracając do rankingu - triumf święcą produkcje sprzed lat. Nic w tym dziwnego, kanon fantastyki nie musi zależeć od nagromadzenia efektów specjalnych.

W zestawieniu znalazły się komputery oraz SI. Piękna Lexa Doig (Andromeda), wcielająca się w tytułową postać (nazwa statku kosmicznego i jednocześnie jego SI),
to niejedyny przykład premiowania w zestawieniu sztucznej inteligencji. Ale jedyna (wyjątkowo) serialowa pozycja na liście.



Osobliwością wśród serwisów internetowych jest "Starring the Computer". To ranking prowadzony przez Jamesa Cartera. Naszym zdaniem, to niemal kompleksowa lista imion wszystkich filmowych komputerów! Można się z niego dowiedzieć, że PowerBook 5300 nie tylko infekował system najeźdźców w Dniu Niepodległości. Poczciwy Mac pojawił się również np. w Uwolnić Orkę III. Z kolei Charles Weyland w "Obcy kontra Predator" korzystał z modelu HP TC1100.

2009-12-16

Europejski Program Komputerowy dla branży medycznej

Dla szpitali, poradni i gabinetów

W tym roku, po raz pierwszy w ramach Europejskiego Programu Komputerowego, wprowadziliśmy do oferty sprzęt dla branży medycznej. Nasz Dział Handlowy odpowiedział na zapotrzebowanie zgłaszane podczas rozmów i... możliwości formalno-prawne. Tym samym do Programu mogą przystąpić wszystkie jednostki, świadczące usługi medyczne. Jeżeli jednostki służby zdrowia prowadzą działalność edukacyjną, mogą nabyć pakiet biurowy MS Office 2003 na atrakcyjnych warunkach programu Microsoft Authorised Refurbisher.



Co powyższa wiadomość oznacza dla potencjalnych użytkowników sprzętu? Pozwala im nabyć komputery i laptopy na preferencyjnych warunkach. Komputery dostępne są od 669 zł brutto, laptopy wyceniono na 999 zł, już z VATem! Sprzęt działa pod kontrolą systemu operacyjnego Windows XP. Jego cena jest już zawarta w zestawie. Co więcej, komputery i laptopy dla służby zdrowia dostarczane są bezpłatnie, a termin płatności ustalono na miesiąc. Zestawy można dodatkowo wyposażyć w słuchawki, głośniki, system stereo i inne akcesoria. W laptopach wyodrębniono cztery konfiguracje; dla stażystów, lekarzy z I i II stopniem specjalizacji oraz ordynatorów.



Oferta jest limitowana. Aby ułatwić procedurę rezerwacji, na stronie szpitale.device.pl udostępniliśmy prosty formularz.

W Europejskim Programie Komputerowym może uczestniczyć każdy ZOZ. Próg przystąpienia do Programu określono liczbowo; wystarczy zamówienie jednego laptopa lub co najmniej dziesięciu komputerów.

2009-12-07

Rewolucja w wyszukiwaniu tuż, tuż?

Personalizacja i sandbox

Każdy krok użytkownika wyszukiwarki Google pozwoli gromadzić wiedzę o jego preferencjach i zaoferować podpowiedzi dopasowane do dotychczasowych zapytań. Usługa, która do tej pory była dostępna dla zalogowanych użytkowników, stała się standardem także przy anonimowym poruszaniu się w wyszukiwarce. Wyniki będą adekwatne do 180-dniowej historii, chyba że skorzysta się z opcji "Wyłącz dostosowywanie w oparciu o aktywność związaną z wyszukiwaniem" ukrytej pod linkiem "Historia online". O korzyściach z zastosowania nowej opcji informują inżynierowie Google:



Firma z Mountain View uruchomiła także wyszukiwarkę wydatnie oczyszczającą wyniki ze spamu. Nieetyczne praktyki SEO (search engine optimization), polegające na tworzeniu linków do pozycjonowanej strony, są deprecjonowane w algorytmie oceniającym wartość stron. Google podjął w ten sposób kolejny raz walkę z próbami manipulowania rankingiem. 6 lat temu aktywował "Florida Filter", ale działania te nie przyniosły zamierzonych efektów. Niestety, Google Sandbox, funkcjonujący do tej pory pod adresem www2.sandbox.google.com, jest obecnie niedostępny. Jego rychłe wznowienie zapowiadane jest już od kilku tygodni.

Nowymi metodami analizowania treści chwalił się również Microsoft. O wyszukiwarce Bing w firmie Billa Gatesa mówi się jako silniku podejmowania decyzji. Ma wspierać np. turystów, pacjentów, czyli w konkretnych dziedzinach.

Liczymy, że już wkrótce o dominującymi czynnikami przy ocenie serwisów będą jakość wykonania oraz poziom i częstotliwość aktualizacji treści. A użytkownikom pomagać będą rozwiązania z zakresu sztucznej inteligencji, jak w zamierzeniach Wolfram Alpha.

2009-12-05

Powiało grozą z publikacji Newsweeka

Internetowa depresja

Joanna Pienio w najnowszym wydaniu Newsweeka przyjrzała się zjawisku internetowej przemocy w Korei Południowej. W artykule padają nazwiska popularnych Koreanek, które popełniły samobójstwo nie mogąc poradzić sobie z nagonką, nasilającą się także w Internecie.

Autorka wskazuje na agresję internetową jako jeden z możliwych motywów targnięcia się na swoje życie. Tymczasem działania władz Korei oraz statystyki dowodzą niepodważalnie, że to właśnie cyber-bullying stał się powodem fali samobójstw. Fali, ponieważ w ślad za celebrytami, po medialnym nagłośnieniu wydarzeń idą zwykli obywatele. Niebezpieczeństwo potęgowane jest aktywnością serwisów internetowych, skłaniających do zakończenia życia oraz pomagających w wyborze metody. Aby im przeciwdziałać, powołano specjalną instytucję - Koreańskie Stowarzyszenie ds. Zapobiegania Samobójstwom.

Informacje w Newsweeku pochodzą sprzed ponad 2 lat. Warto je zatem uzupełnić. Liczba 300.000 użytkowników serwisu dziennie - wskazana jako próg dla wymogu rejestrowania się przed zamieszczeniem komentarza - jest de facto o 200.000 mniejsza. Szkoda, że nie wspomniano również o działaniach podjętych przez YouTube; Koreańczykom zabroniono umieszczania nie tylko wypowiedzi, ale i materiałów video. Wpisy z Seulu nie zniknęły jednak definitywnie, użytkownicy zaczęli bowiem zmieniać ustawienia w profilu, wybierając inny kraj niż własny.

Koreański scenariusz nie jest bliski europejskim społecznościom. Inaczej traktujemy krytykę, chociaż potrafi ona przybrać nader duże rozmiary. Na początku roku redakcja Dziennika przegrała batalię z internautami, którzy - zamiast pocałować redaktora naczelnego, na jego wyraźną prośbę, w pewną część ciała - spowodowali powołanie nowego tytułu prasowego. Czasopismo to nie prowadziło już polityki konfrontacji
z najbardziej znaną polską blogerką. Ale zanim nastąpiła roszada na rynku prasy, przez media przetoczyła się kampania "Stop chamstwu w sieci!". Akcja rozpoczęta przez Dziennik i wciągająca do współpracy znane postaci bazowała na wyszukiwaniu przykładów internetowego niszczenia wizerunku.

Prawo prasowe czy przepisy dotyczące handlu nie zawsze radzą sobie z rzeczywistością. Z jednej strony gwarantuje się wolność wypowiedzi, z drugiej - z trudem ściga sprzedawców faszystowskich symboli. Recepta na etycznie poprawne fora i blogi jest na wyciągnięcie dłoni. I "ułożenie" ich na klawiaturze.